Czy każdy może zostać Product Ownerem lub Product Managerem? | BJMP #1

Z tego podcastu dowiesz się:

  • Kim jestem i czy ten podcast kieruję do ciebie
  • Czy każdy może zostać product ownerem lub product managerem
  • W którą z tych ról powinieneś wejść w pierwszej kolejności, jeśli dopiero rozpoczynasz przygodę z IT
  • Jakie cechy charakteru posiadają managerowie IT
  • Dlaczego umiejętność łączenia kropek jest tak ważna
  • Jak ja zostałem managerem IT i które wydarzenia z życia miały na to wpływ
  • Czy, aby dostać pracę w IT jako manager, musisz kończyć studia techniczne
  • Na jakie pytania musisz sobie odpowiedzieć, jeśli chcesz być dobrym product ownerem lub managerem

Podcastu wysłuchasz także na:

Drogi Słuchaczu,

Na wstępie, chcę się podzielić z Tobą swoją radością. Pierwsze zdanie brzmi trochę głupio, ale naprawdę muszę to z siebie wyrzucić. Dawno bowiem nie czułem się tak uskrzydlony zawodowo, jak teraz, gdy po miesiącach przygotowań (i latach nauki!) uruchamiam swój podcast o zarządzaniu w branży IT. To trochę tak, jakbym na torcie swojego doświadczenia i pasji do zarządzania położył soczystą wisienkę. Dzieło wydaje się kompletne, a autor spełniony. Aczkolwiek to przecież dopiero początek!

Oddaję na Twoje ręce pierwszy epizod podcastu, w którym staram się dzielić ze słuchaczami sprytnymi wskazówkami i praktycznymi poradami, jakie związane są z zawodem product managera, project managera, product ownera czy scrum mastera. Na pewno czeka mnie wiele miesięcy nauki, aby wartościowe treści przekazywane były w najlepszy, zrozumiały sposób, ale nie przeraża mnie ten challenge. Wręcz przeciwnie – czuję ogromną ekscytację możliwościami, jakie dają nowoczesne formy komunikacji w internecie.

Mam nadzieję, że nie nadużyję Twojej serdeczności, jeśli poproszę Cię o dwie ostatnie przysługi 🙂

Jeżeli wytrwasz w słuchaniu pierwszego epizodu podcastu, zostaw mi proszę komentarz ze swoją opinią. Doradź co według Ciebie powinienem zmienić i nad czym popracować. Możesz też śmiało proponować tematy do kolejnych podcastów (wszystkie wezmę pod uwagę!).

Zachęcam też, żebyś rozważył zapisanie się do newslettera na mojej stronie. Dzięki temu, będę miał szanse, aby poinformować Cię od razu, gdy tylko opublikuję nowy podcast. Zaznaczę też, że Twój e-mail nie będzie wykorzystywany przeze mnie do wysyłania spamu i nie będzie udostępniany osobom trzecim (sam ja także nie lubię, kiedy ktoś postępuje tak z moim e-mailem).

Nie pozostaje mi już chyba nic innego, jak tylko raz jeszcze podziękować Ci, że tutaj zajrzałeś. Mam nadzieję, że ten krótki wstęp będzie początkiem wspaniałej przygody, w której razem będziemy uczestniczyć 🙂

#najwer

Wspomniane w podcaście:

Słynne przemówienie Jobsa o łączeniu kropek, w którym wspominam w podcaście

Transkrypcja podcastu

Wyjaśnienie: transkrypcja to zapis całego podcastu. Zapis zredagowany jest tak, aby był czytelny dla osób głuchoniemych lub po prostu lubiących czytać. Przy każdym podcaście na moim blogu zawsze znajdziesz także jego transkrypcję.

Być Jak Manager Podcast, epizod pierwszy. Dzień dobry.

Ja się lubię witać. Zwłaszcza jak witam się po raz pierwszy, a to jest pierwszy epizod mojego podcastu, do którego zabierałem się dość długo, o czym także wam wkrótce opowiem.

A jako że to jest pierwszy raz, to chyba powinienem powiedzieć o sobie nieco więcej słów tym, którzy być może po raz pierwszy mnie zobaczą lub usłyszą. W zależności od tego, gdzie i na jakiej platformie konsumujecie ten podcast. Myślę, że przedstawię się tak bardzo ogólnie, bo będę jeszcze wracał do swojej osoby w dzisiejszym epizodzie.

Ja szeroko pojętym zarządzaniem zajmuję się od prawie 10 lat. Natomiast to nie zawsze było zarządzanie w branży technologicznej, w tym tak zwanym IT, w którym siedzę od pięciu lub bodajże sześciu lat dopiero. Natomiast ja już w wieku studenckim zajmowałem się szeroko pojętym zarządzaniem w innych kontekstach. Organizowałem różne imprezy, brałem udział w procesie wydawniczym, wydając swój magazyn szkolny, a następnie magazyn studencki.

Będę jeszcze wracał do tej biografii, bo ona ma nierozłączny związek z tym, o czym dziś będę chciał wam opowiedzieć. Zanim zacznę przechodzić powoli do sedna, to chcę wam także wyjaśnić jaki mam nadrzędny cel, rozpoczynając podcast o zarządzaniu.

Jest kilka podobnych podcastów na rynku. Aczkolwiek niewiele jest sfokusowanych stricte na branży technologicznej. Bardzo dużo podcastów jest prowadzonych przez scrum masterów, tj. przez ludzi, którzy zajmują się metodykami zwinnymi zarządzania. Ale ja chcę trochę inaczej podejść do tematu.

Przede wszystkim, chciałbym docierać ze swoim przekazem, wiedzą, doświadczeniem, do ludzi młodszych ode mnie. Ja wciąż jestem młody, czuję się młodo. Aczkolwiek nie jest to już pierwsza młodość, ponieważ mam już 34 lata. Jak się ogolę wyglądam na nieco młodszego, dlatego obiecuję, że nie będę się golił Chociaż to nie ma znaczenia, jeżeli słuchacie podcastu np. na Spotify.

Doszedłem do tego etapu w moim życiu zawodowym, gdzie wiem, że posiadam już pewną paletę doświadczeń i wiedzy, którą mogę przekazywać moim młodszym kolegom i koleżankom. Muszę przyznać, że mam niewiarygodną frajdę, gdy mogę wnieść pewną wartość dodaną do czyjegoś życia. Osobiście wydaje mi się, że wnosząc wartości do życia innych ludzi, wnosimy także pewną wartość do swojego życia. Jest to po prostu fajne, żeby dzielić się wiedzą doświadczeniem, poradami pewnymi pro-tipami.

Jeżeli trafiłeś na ten podcast, ale działasz już czynnie od dłuższego czasu w branży informatycznej, to bardzo możliwe, że ten podcast cię znudzi. Być może już nigdy do niego nie wrócisz, ale ja nie będę się gniewał, bo – tak jak wspomniałem – swój przekaz będę kierował do osób młodszych ode mnie.

Także tyle słowem wstępu. Epizod pierwszy. Zobaczymy jak wyjdzie. Liczę, że nie obejdzie się bez potknięć, bo byłbym kompletnym nudziarzem, gdyby mi wszystko wyszło tak perfekcyjnie. Ale nie liczcie mi, proszę potknięć w komentarzach

Jeżeli czujecie taką potrzebę, to możecie się do mnie zwracać zarówno imieniem, jak i nazwiskiem. Przyjaciele mówią na mnie Najwer. To, co prawda, moje nazwisko (a podobno nieładnie jest mówić komuś po nazwisku), ale od dzieciaka moje nazwisko jest także moim pseudonimem.

Podcastu możecie słuchać na Spotify lub włączyć wersję video na Youtube, aczkolwiek oglądanie mojej twarzy przez kilkadziesiąt minut może nie być tak interesującym zajęciem. Na pewno wersję na YouTube będę starał się urozmaicać różnymi grafikami tudzież infografikami. Lub prezentacjami w Power Poincie Możecie również zaglądać na mój blog, gdzie w dniu publikacji podcastu będę

także publikował jego transkrypcję dla osób niesłyszących lub osób bardziej lubiących czytać niż słuchać.

Przechodząc już powoli do tematu dzisiejszego odcinka, to chcę wam opowiedzieć o tym jak można zostać product managerem lub product ownerem. Oczywiście, jest na to bardzo wiele sposobów. To są obie role, które ja wykonuję już od długiego czasu. W zależności od organizacji i klienta, raz jestem product ownerem, a raz product managerem. Są to także role, które leżą bardzo blisko siebie.

Pomyślałem, że opowiem jakie czynniki w moim życiu, jakie wydarzenia, wpłynęły na to, że ja tym menadżerem zostałem. Ktoś może zapytać, dlaczego wybrałem akurat ten temat na pierwszy epizod mojego podcastu? Otóż to:

jak zostałem produkt ownerem lub product managerem? jak do tego doszedłem?

jak w ogóle wejść do branży informatycznej i zostać osobą, która zarządza projektami tudzież produktami?

To pytania, które dostaję od jakiegoś czasu na swoją skrzynkę. Głównie od osób, które śledzą mnie nieco dłużej w mediach społecznościowych.

Pomyślałem też, że ja także, gdy miałem lat 20, zadawałem sobie podobne pytania. Wtedy akurat chciałem zostać dziennikarzem muzycznym, którym zresztą byłem przez kilka lat. Dlatego, według mnie, pytanie o drogę od zera do product managera potrzebuje odpowiedzi. I jeżeli je sobie stawiacie, ja spróbuję wam tę odpowiedź podać na tacy.

Zastrzegam jedynie, że wszystko, o czym mówię, jest filtrowane przez moje subiektywne spojrzenie. I na świat, i na zawód menadżera, i na całą branżę informatyczną. Także miejcie swój rozsądek, słuchając takich wariatów jak ja. I podejmujcie decyzje, bazując na własnej opinii, doświadczeniu lub intuicji.

Niezależnie od decyzji, jakie podejmiecie w związku z waszym życiem zawodowym, pamiętajcie, że to, co ja mówię, jest bardzo, ale to bardzo subiektywne. I moja droga przez życie, zwłaszcza życie zawodowe, była trochę przewrotna (i wciąż bywa!). Głównie dlatego, że ja lubię sobie rzucać kłody pod nogi

Opowiem wam także o tym, jakie predyspozycje oraz cechy kształtują dobrego menedżera. A nad jakimi wadami z kolei warto popracować, żeby ich nie mieć (jeśli posiadacie np. pewne wady charakteru). Wyjjaśnię jaki charakter, tak naprawdę, definiuje dobrego menadżera lub product ownera. Opowiem wam także czego warto nauczyć się już na samym początku oraz jakie nawyki nabyć. Jakie dobre praktyki naabywać już na początku tej drogi zawodowej, żeby było wam nieco łatwiej później, gdy będziecie wiązali swoją przyszłość właśnie z branżą informatyczną, tudzież z branżą menedżerską.

Kim tak naprawdę jest produkt owner lub produkt menadżer?

Nie chce za bardzo wchodzić w szczegóły, ponieważ, przygotowując dzisiejszy epizod podcastu, mam już gotowy skrypt do kolejnego epizodu. Epizodu numer 2, gdzie opowiem wam już bardzo dokładnie jakie są różnice pomiędzy product ownerem a managerem.

Dlatego nie chcę czasu dzisiejszej audycji za bardzo poświęcać na objaśnianie definicji tych ról. Ustalmy może między sobą, że na potrzeby dzisiejszego epizodu będziemy patrzeć na produkt

ownera lub product managera, jak na osoby, które zajmują się szeroko pojętym zarządzaniem pewnym produktem.

Weźmy na przykład aplikację.

Załóżmy, że lubimy podróżować. Mamy aplikację Booking. Ta aplikacja posiada akurat dziesiątki product ownerów i managerów, bo to jest ogromna korporacja, która zatrudnia z tego co pamiętam 11 000 osób.

Ale zakładamy, że mamy taki booking, tudzież inną aplikację. I żeby dana aplikacja była rozwijana przez zespół deweloperski, przez marketing, przez ludzi, którzy nad nią pracują i opiekują się tą aplikacją, to muszą mieć kapitana. Bardzo często rola product ownera lub product managera to jest właśnie taki namaszczony kapitan produktu lub usługi, którą świadczy firma technologiczna. I tacy managerowie opiekują się tymi produktami end-to-end, czyli od samego początku do końca.

Dostałem takie pytanie na skrzynkę: “Czy każdy może zostać product ownerem lub product managerem?”

Wierzę, ale to jest moje subiektywne przekonanie i wiara w ludzi (lub naiwność; nazywajcie to jak chcecie), ale ja wierzę, że każdy ma szansę zostać kim tak naprawdę w życiu chce. Jest tylko jeden wyjątek, co do którego mam wątpliwości. Nie bardzo wiem, jak kobiety mogłyby zostać przyszłymi papieżami.

To jest jedyny przykład, który nie wiem jak rozgryźć.

Ale w każdym innym przypadku na Ziemi, niezależnie od płci, pochodzenia czy koloru skóry, teoretycznie możemy zostać kim tak naprawdę chcemy. I tego się trzymajmy. Tego trzymałem się ja. Tego wciąż się trzymam. I wiara w to, że mogę być kim tylko zechcę, jeśli odpowiednio do tego podejdę i się przygotuję, sprawia, że już na wejściu buduję w sobie przekonanie, że ja naprawdę ten cel osiągnę.

Więc, jeżeli tylko bardzo czegoś chcesz, nastaw się, że jesteś w stanie to osiągnąć. Jeżeli twoim celem, tudzież pasją, będzie zarządzanie w firmie technologicznej, to jeśli twoja wiara jest wystarczająco silna, uwierz mi, że to tylko kwestia czasu, gdy to osiągniesz. I to jest taki statement na początek, który wydaje mi się warto tutaj zaparkować. Natomiast z podobnym przekonaniem śmiem twierdzić, że zostanie managerem przyjdzie jednym łatwiej, a innym trudniej.

Wiadomo że wszyscy rodzą się z jakimiś predyspozycjami. Bycie menedżerem firmy informatycznej także wymaga pewnych predyspozycji. Oczywiście, nie posiadając tychże predyspozycji, o których zaraz wspomnę, można je sobie wypracować. Zajmie to po prostu troszkę więcej czasu i pochłonie trochę więcej wysiłku, ale wciąż nie przekreśla to niczyich szans na zostanie tym, kim się chce.

Jako taki proof of concept dotyczący tego, że można zostać menedżerem w branży IT, teoretycznie nie mając do tego predyspozycji, to część mojej biografii. I dlatego pomyślałem, że opowiem wam swoją historię jak doszedłem do miejsca, w którym obecnie jestem.

Jeśli chcecie dowiedzieć się z jakimi firmami obecnie współpracuję, a z jakimi współpracowałem w przyszłości, To serdecznie zachęcam was do śledzenia mnie na LinkedIn – biznesowym serwisie społecznościowym, o którym jako przyszli menedżerowie w branży IT powinniście już wiedzieć.

Pomyślałem, że moja historia o tym, gdy stawałem się menadżerem, może być fajną inspiracją dla was, jeśli jesteście młodsi ode mnie i wydaje wam się, że jesteście teraz w takim miejscu, z którego

za cholerę nigdy nie wejdziecie do branży informatycznej. Otóż chcę was swoją historią wyprowadzić z błędu.

W latach szkolnych, gdy byłem jeszcze w gimnazjum, zawsze byłem lepszy z matematyki niż z przedmiotów humanistycznych. Przejawiało się to w prosty sposób. Różne sprawdziany, tudzież kartkówki z matematyki, rozwiązywałem kompletnie bez żadnego większego wysiłku. Nie musiałem także odrabiać zadań domowych. Ja tę matematykę po prostu rozumiałem i ona mi łatwo wchodziła do głowy.

Natomiast miałem problemy z przedmiotów humanistycznych. Z języka polskiego byłem zagrożony niejednokrotnie. Podobnie z historii. Ale pomimo tego, że miałem widoczne predyspozycje do specjalizacji ścisłych, to w wieku 16 lat złapałem ogromną inspirację, żeby zostać dziennikarzem muzycznym.

Ja i moi koledzy rówieśnicy wychowywaliśmy się w kulturze hip hopu. To była pierwsza tak głośna subkultura w czasach wolnej Polski i ja się czuję częścią tego ruchu przełomu XX i XXI wieku, gdy wszyscy nosili szerokie spodnie. Ja także byłem jednym z tych chłopaków, który w szerokich spodniach, wyglądających jak worki po ziemniakach, przemierzał polskie Blokowiska. I pomimo że miałem smykałkę do matematyki, poszedłem na studia humanistyczne, na dziennikarstwo ze specjalizacją dziennikarstwo muzyczne do Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu.

Pomijam fakt, że od pierwszego roku studiów, zamiast na salę wykładową, trafiałem do redakcji Gazety Wrocławskiej. Po prostu uciekałem z wykładów po to, żeby móc jako praktykant pisać pierwsze artykuły do gazety. Pierwsze lata studiów związałem bezpośrednio z pracą w mediach. Pracowałem w gazecie, w radiu, a następnie w lokalnej i regionalnej telewizji.

Ale gdzieś w swoim wolnym czasie już wtedy zajmowałam się organizowaniem imprez.

Powiem coś, do czego być może wielu innych ex-dziennikarzy muzycznych by się nigdy nie przyznało, ale organizowałem dość dobre imprezy karaoke u mnie w mieście. Sam nie śpiewałem, zakazałem sam sobie udostępniania publicznie mojego głosu i walorów wokalnych po to, żeby nie straszyć ludzi.

Natomiast organizowałem imprezy end-to-end. Dziś powiedzielibyśmy, że od momentu pozyskania sprzętu, załatwienia lokalu, wypromowania imprezy, a także poprowadzenia imprezy, aż po organizowanie kolejnych imprez karaoke.

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to, co mi sprawia ogromną przyjemność, czyli organizowanie imprez, wiąże się bezpośrednio z predyspozycjami, które posiadam. Już wtedy byłem pewnym koordynatorem tych projektów. Jeżeli wyobrazimy sobie, że impreza karaoke, to jest pewien projekt, który trzeba zrealizować i wokół niego wszystko załatwić. Trzeba załatwić ludzi, sprzęt, lokal, marketing, promocję, bilety. Zaopiekować się od strony prawnej, żeby to wszystko było zalegalizowane. Zadbać o bezpieczeństwo gości, którzy odwiedzają twoją imprezę.

Jak z perspektywy czasu na to patrzę, to ja byłem wtedy project managerem… do spraw karaoke Jakkolwiek śmiesznie to nie brzmi, to organizowanie imprez karaoke, które wydawałoby się zajęciem mało ambitnym, tak naprawdę ukształtowało we mnie już wtedy cechy menedżerskie. Te pierwotne cechy menedżerskie, czyli zdolność do koordynowania prac i zarządzania zasobami ludzkimi. Musiałem wiedzieć komu co oddelegować, do kogo zadzwonić, jak dopiąć harmonogram takiej imprezy. I to było całkiem owocne doświadczenie.

Później z imprez karaoke wszedłem w organizację koncertów i występów didżejskich. Sam byłem didżejem. Ale zawsze niewiarygodną frajdę sprawiała mi ta surowa organizacja różnych eventów.

Imprezy – nie chwaląc się – które organizowałem, stawały się tak popularne, że dostawałem propozycje, aby organizować imprezy dla kolejnych lokali, dyskotek czy domów kultury.

W trakcie studiów, gdy pracowałem już chyba wtedy w trzeciej redakcji (to była redakcja regionalnej telewizji), pojechaliśmy z jednym z operatorów nakręcić reklamę telewizyjną. Ja byłem wtedy redaktorem, nie zajmowałem się marketingiem i nie miałem pojęcia o reklamach, ale nie było wolnych przebiegów w marketingu, więc my pojechaliśmy nakręcić reklamę. Dojazd z kamerą do klienta. Zorganizowanie tej sesji zdjęciowej tak, żeby nakręcić fajny commercial, sprawiło mi tyle frajdy, że postanowiłem rzucić pracę w mediach i otworzyć własną firmę.

I tak, mając 20 kilka lat, otworzyłem swoją pierwszą Agencję Kreatywną – “Agencję Najwera”.

Różne dziwne konotacje Agencji Najwera sugerowali mi moi znajomi, natomiast była to działalność stricte marketingowo-pijarowska. My w tej niewielkiej lokalnej agencji reklamowej zaczęliśmy produkować najpierw reklamy telewizyjne dla lokalnych mediów, a potem zaczęliśmy stawiać pierwsze strony lokalnym firmom na wordpressie. Zajmowaliśmy się też różnymi innymi formami reklamy, takimi jak: bilbordy, ulotki czy projektowanie materiałów reklamowych.

Najciekawsze jest to, że ja nigdy nie miałem skila w kręceniu i montowaniu produkcji telewizyjnych. Nie miałem skila w projektowaniu ulotek, nigdy nie byłem grafikiem, nigdy nie byłem designerem, ale zawsze byłem gościem, który potrafił tworzyć sytuacje.

To jest moje takie osobiste określenie, a tworzenie sytuacji rozumiem jako ogarnięcie czegoś od początku do końca. Tak, żeby wszystkie strony były zadowolone.

Potrafiłem więc dotrzeć do klienta, załatwić grafika, zorganizować sprzęt, pozyskać dotację, znaleźć lokal, znaleźć finansowanie na ten loka. Wszystko po to, żeby mieć tę końcową przyjemność z tego, aby pracować w swojej własnej firmie i zajmować się własnym biznesem. Otwarcie własnej firmy było jednym z najpiękniejszych, a jednocześnie najbardziej bolesnych doświadczeń, jakie mogły mnie spotkać. Dziś mogę dziękować tylko sobie i osobom najbliższym, które pomogły mi otworzyć ten biznes oraz za to, że mogłem spróbować.

Firmę zamknąłem po kilku latach, a my uciekliśmy z małego miasta do Wrocławia, ponieważ zaczęliśmy się dusić w małym mieście, a mnie już nie bardzo chciało się kłócić z klientami o 100 zł. Postanowiliśmy uciec do większego miasta, do Wrocławia, gdzie mogliśmy rozwinąć skrzydła.

Do Wrocławia przyjechałem z takim zamiarem, że znajdę pracę w marketingu – ponieważ polubiłem jako taki marketing – a jednocześnie z moimi kumplami będziemy rozkręcać własny startup. Tym startupem była strona, za pośrednictwem której użytkownicy z całego świata mogli zamówić sobie fototapetę na wymiar.

Kiedyś opowiem wam przy piwie jak ruszyliśmy ten startup i ile fanu mieliśmy, budując marketplace z fototapetami.

Idąc do clue, przyjechałem do Wrocławia i znalazłem pracę w portalu Money.pl, wtedy jeszcze nie należącym do Wirtualnej Polski. Zostałem specjalistą do spraw reklamy, nie mając pojęcia o tym czym są CTRy i jak liczy się konwersję. Nie wiedziałem na czym polega mierzalność klików i skuteczności kampanii reklamowych w Internecie. Nie miałem kompletnie bladego pojęcia jak wygląda marketing online. Wszystkiego nauczyłem się jako ten junior specjalista. Wydawałoby się, że zaliczyłem upadek.

Mianowicie, z bycia przedsiębiorcą, który ma własną firmę i który ogarnia mikro biznesy, czyli jest kimś (przynajmniej w swojej własnej agencji), spadłem na zwykłego specjalistę juniora. Szarego pracownika dużej korporacji.

Nic bardziej mylnego, ponieważ po kilkunastu miesiącach, gdy chciałem rozwijać się dalej, nadarzyła się okazja, aby zostać product managerem firmie informatycznej zarządzanej przez Austriaków, gdzie odpowiadałbym za rozwój aplikacji muzycznej.

I teraz najciekawsze. Oferta pracy, która gdzieś mi wpadła na maila, nie zainteresowała mnie dlatego, że to dotyczy managera. Najbardziej zainteresowało mnie to, że są jacyś ludzie, którzy mają pieniądze na to, aby rozwijać aplikację muzyczną.

Przypomnę, że jestem dziennikarzem muzycznym z wykształcenia. To dlatego byłem wtedy dość mocno zafiksowany na punkcie dziennikarstwa muzycznego i w ogóle wszystkiego, co się działo w świecie muzycznym.

Także, jeżeli chodzi o nowe technologie, to wysłałem swoje CV, które zrobiłem w Power Poincie. I w tym CV napisałem, że nie mam bladego pojęcia o branży informatycznej. Nie wiem na czym polega programowanie. Nie wiem kim są programiści ani jak się z nimi pracuje, ale…

…mam ogromną wiedzę o rynku muzycznym nie tylko w Polsce, ale o rynku muzycznym na całym świecie. Mam także doświadczenie w zarządzaniu, ponieważ przez kilka lat prowadziłem własną agencję kreatywną i obsługiwałem lokalnych klientów. Zatem wiem jak ważne jest to, aby klient, tudzież użytkownik, był zadowolony z usług jakie mu świadczymy. Mam ogromną pasję do szeroko pojętej branży muzycznej, ale także do technologii. Więc nawet jeżeli mam pewne braki skillach twardych, to szybko je nadrobię, ponieważ szybko się uczę. W ten sposób uargumentowałem swoje CV. I wiecie co?

I oni mnie zaprosili na rozmowę.

Był natomiast jeden warunek, którego za cholerę nie potrafiłem spełnić. Tym warunkiem było komunikatywne posługiwanie się językiem angielskim, a ja z angielskiego zawsze leciałem na dwójkach w liceum. Raz skończyłem jedną klasę, mając czwórkę a nawet piątkę z angielskiego, ale tylko dlatego, że polubiłem nauczyciela i bardzo fajnie mnie inspirował do nauki tego języka. Natomiast nie byłem w stanie poprawnie skleić nawet 2 zdań po angielsku.

Rekruterka, która organizowała proces rekrutacyjny, umówiła mnie więc na rozmowę za 3 lub 4 tygodnie. Miałem więc miesiąc, żeby nauczyć się j. angielskiego. Pamiętam, że wykorzystałem wtedy cały swój urlop po to, żeby siedzieć w domu w książkach, w języku angielskim, aby móc cokolwiek wydukać na tej rozmowie kwalifikacyjnej.

I wiecie co? Przyszło co do czego spotkałem się z Austriakami, którzy wtedy we Wrocławiu otwierali właśnie oddział firmy (de facto firmy irlandzkiej). I oni dali mi szansę!

Dali mi szansę, ponieważ docenili to, że prowadziłem swoją firmę, więc wiem co nieco o zarządzaniu. Docenili to, że znam się na marketingu oraz docenili moją wiedzę o branży muzycznej i tym, że wiem, jak działają wielkie wytwórnie i jakie mają oczekiwania.

Okazało się, że oni mieli dwóch dużych klientów, którymi były właśnie wytwórnie muzyczne. Docenili również to, że prowadziłem wtedy ze swoimi przyjaciółmi własny startup. Miałem także jakiś tam skill współpracy z programistami, ponieważ jednym z moich ówczesnych przyjaciół był mój kolega ze szkolnej ławki, z którym właśnie rozwijaliśmy ten startup, a który to do dziś dnia jest programistą. I ja tą robotę dostałem!

Wszystko, co wydarzyło się później, było już tak naprawdę tylko rozwojem wewnątrz mojej nowej specjalizacji.

Z czasem, robiłem sobie testy Gallupa lub Discovery Insight, żeby poznać lepiej moje predyspozycje i preferencje. Chciałem też móc jeszcze bardziej i szybciej rozwijać się w kierunku zwinnego zarządzania.

Jest jedna ważna rzecz, o której powinienem tutaj wspomnieć. Kiedy jesteś ambitny lub ambitna, to ta cecha może ci tylko pomóc.

Ponieważ nie ma takiej branży – a przynajmniej ja takiej nie znam – w której wszystko byłoby podane na tacy. Jedynym zawodem, gdzie być może nie musisz się za bardzo starać, żeby coś osiągnąć i być kimś w firmie, to zawód syn lub zawód córka. Osoby, którzy przejmują biznesy po swoich rodzinach, bardzo często nie przechodzą tej drogi od zera do “prezesera”. Natomiast ja mam te szczęście, że musiałem. Zaczynałem więc od kompletnego pucybuta – po liceum wyleciał do Anglii, gdzie pracowałem na fabryce sałatek owocowych i sprzątałam toalety w angielskich siłowniach. Także skubnąłem życia klasy robotniczej i bardzo dużo mnie to nauczyło.

Wniosek z tej historii jest taki – gdy masz lat kilkanaście lub dwadzieścia kilka, warto podejmować się każdej pracy. Patrze na to z perspektywy czasu i myślę sobie, że nigdy nie znalazłbym się w branży informatycznej, gdybym nie został dziennikarzem muzycznym. Ponieważ bez pasji do muzyki nie zainteresowałaby mnie oferta pracy firmy technologicznej, która tworzy aplikację muzyczną.

Bez wiedzy o branży muzycznej, czyli bez wiedzy dziennikarza muzycznego nie zabłysnąłbym na rozmowie kwalifikacyjnej z właścicielami biznesu, którzy mnie zatrudnili.

Ponadto, bycie dziennikarzem przez kilka lat, wykształciło we mnie także umiejętności miękkie. Jakie? Potrafę dogadać się tak naprawdę z każdym, niezależnie od wieku, stanowiska, statusu społecznego i tak dalej. Dla mnie, rozmowa z bezdomnym na ulicy jest tak samo ważna jak rozmowa z prezesem 15 spółek akcyjnych. Każda z tych osób wymaga tego, żeby być wysłuchaną bardzo dokładnie. I żeby odnosić się do tej osoby z szacunkiem. To są te cechy, które pomagają mi do dnia dzisiejszego budować relacje z ludźmi, z którymi pracuję.

Kiedy mówię, że miałem predyspozycje do bycia ścisłowcem, a poszedłem w stronę humanistyczną, dziś pracuje w branży informatycznej, a z wykształcenia jestem dziennikarzem muzycznym, to za cholerę nikomu się to nie klei! A tu się wszystko dobrze poskładało.

Umiejętnością, którą polecałbym wam, żebyście próbowali w sobie ją wykształcić, to umiejętność łączenia kropek. Tych kropek, o których mówił Steve Jobs w słynnym wystąpieniu, które podlinkuję w opisie do tego epizodu.

Wracając do twojej historii. Jeżeli zadajesz sobie pytanie czy i jak zostać produktu ownerem lub product managerem, to tak naprawdę na twoim miejscu odpowiedziałbym sobie na kilka pytań, na które ja odpowiedziałem sobie dawno temu. Być może dlatego jest mi dziś troszkę łatwiej. Oto te pytanie:

Czy lubisz ludzi?

To jest być może banalne, ale jedak kluczowe pytanie. Uwierz mi, że manager, który nie lubi ludzi i ma problemy relacyjne ze światem, będzie najgorszym menedżerem. Takim, którego ty byś nie chciał spotkać i którym ty byś nie chciał zostać. Zatem, jeżeli nie lubisz ludzi, albo zauważasz w sobie pewną agresję do osób trzecich – zmień to albo znajdź sobie taką pracę, w której nie będziesz miał kontaktu z innymi ludźmi.

Czy lubisz technologie?

Czy śledzisz obecne trendy?

Czy interesujesz się technologiami mobilnymi lub webowymi?

Czy interesuje cię to, co znajduje się w aktualizacji oprogramowania twojego smartfona?

Czy potrafisz przy piwie z kumplami rozmawiać, a wręcz zanudzać swoje otoczenie, rozmowami o nowych aplikacjach i serwisach technologicznych?

Czy wśród twoich autorytetów są ludzie z branży IT? Aż w kocu, czy lubisz się rozwijać?

Branża informatyczna jest niezwykle dynamiczna. Oznacza to, że jeśli ty nie rozwijasz się tak dynamicznie jak ta branża, to po kilku latach ktoś ci robi kick-off. Wylatujesz. Jeśli nie nadążasz, jeśli nie lubisz się rozwijać i patrzysz na branżę IT jak na pracę w sektorze państwowym, gdzie możesz znaleźć dobrze płatną posadkę i zaszyć się tam na kolejne kilkanaście lat, to od razu ci powiem, że ta branża tak nie działa. Każdego dnia, niezależnie od projektów, którymi zajmuje się zespół programistów, musisz dawać wartość dodaną. Musisz wnosić wartość do projektu, do ludzi, z którymi pracujesz. A tą wartością nierzadko jest twoja wiedza, twoje doświadczenie i twoje obserwacje.

Jeśli nie lubisz doświadczać, rozwijać się i obserwować, a następnie dzielić się swoimi przemyśleniami, to prawdopodobnie trudno będzie ci się odnaleźć w branży IT.

Bardzo ważnym pytaniem, które powinieneś sobie zadać, to czy radzisz sobie z emocjami? Jeżeli tak, to jak sobie z nimi radzisz? Mam tutaj na myśli presję, kiedy

ktoś czeka, aż coś zrobisz, a ty wiesz, że już jesteś po terminie. Jak wtedy się zachowujesz? Jak reagujesz na takie sytuacje? Jak rozmawiasz sam ze sobą, żeby się uspokoić i nie eskalować swoich emocji do innych osób w teamie?

Musisz sobie zadać także jedno ważne pytanie:

Czy lubisz uczyć się języków obcych, a w szczególności języka angielskiego?

Otóż, jeżeli się nad tym zastanawiałeś, to wyjaśnię to bardzo szybko.

Język angielski w branży informatycznej, niezależnie pod jaką szerokością geograficzną się wychowujesz, jest obecnie ważniejszy od języka polskiego. Koniec i kropka. Branża technologiczna jest branżą, której nie ima się geolokalizacja czy granice państw, ponieważ większość firm pracuje online i bardzo wiele firm posiada zespoły rozsiane po całym świecie. Przepływ informacji jest ponad państwowy, międzynarodowy.

Język angielski często jest językiem oficjalnym firm technologicznych.

Zadaj sobie pytanie jakimi ludźmi się otaczasz? Oczywiście, fajnie jest mieć mega dobrą paczkę znajomych. Kumpli od kieliszka, z którymi można przebalowac piątkowy wieczór i skończyć imprezę w poniedziałkowy poranek. Ale rekomendowałbym poszukać różnych eventów lub konferencji, gdzie możesz poznać ludzi z tej samej branży, którzy tak jak ty także interesują się zarządzaniem.

Nic tak nie inspiruje i nie motywuje do działania jak twoje najbliższe otoczenie. Kiedyś słyszałem taką opinię, że to, kim jesteśmy, to wypadkowa 6 osób, z którymi najczęściej się spotykamy. Kiedy

zrozumiałem, że jest w tym ziarnko prawdy, bardzo szybko zredefiniowałem własne otoczenie moich najbliższych przyjaciół. Wciąż się spotykam z moimi dawnymi przyjaciółmi, natomiast zeszli gdzieś na dalszy plan. Obecnie, najczęściej przebywam w otoczeniu ludzi z tej samej branży.

Kolejnym pytaniem, na które warto, abyś sobie odpowiedział, to jak ci idą negocjacje?

Jeżeli nie czujesz się dobrze w sytuacji, gdy ktoś chce się z tobą skonfliktować albo udowodnić na siłę, że ma rację, nawet gdy jej nie ma, to spróbuj obserwować sam siebie jak negocjujesz taką osobą. Tak, aby znaleźć rozwiązanie dla obydwu stron. Umiejętność negocjacji, prowadzenia sporów czy gaszenia pożarów to jest nieodłączny element pracy każdego menedżera. Znam takich menedżerów, którzy zamiast gasić pożary, sami je wzniecają. I z takimi menadżerami długo się nie pracuje.

Zbliżając się już powoli do końca, zastanów się czy potrafisz słuchać innych.

To jest problem, który ja miałem przez większość mojego życia. Bardzo często mówiłem, nie słuchając drugiej strony. A kiedy odwróciłem te proporcje, to mój progres poszedł w górę, a wraz z nim moja kariera managerska. Umiejętność słuchania innych może dać tobie wielką wartość, jeżeli chcesz się rozwijać w kierunku kierowniczym.

Podsumowując:

Każdy może zostać menadżerem. Wymaga to jednak pewnego doświadczenia i umiejętności, które musisz po prostu nabyć. Oczywiście, im lepsze doświadczenie i dobre praktyki zarządzania oraz umiejętności posiadasz, tym większą dojrzałością menedżerską możesz się wykazać. A to przełoży się na twoja pozycję, która w tej branży będzie bardziej stabilna. Będziesz dostawał coraz więcej ofert pracy, a twoja pensja będzie relatywnie szła w górę.

Moja historia miała ci pokazać, że niezależnie od miejsca, w którym obecnie jesteś, masz ogromne szanse na to, aby wejść do branży informatycznej. Ja wszedłem od strony marketingowo-medialnej, a ty możesz wejść od zupełnie innej strony. Znam ludzi, którzy byli osobami technicznymi, a dziś są świetnymi menedżerami. Znam ludzi, którzy byli świetnymi pracownikami – uwaga – administracji! Oni po prostu przerzucali różne papiery na biurku prezesa, a po kilku latach stali się wprawnie działającymi project managerami.

Po pierwsze, nie rezygnuj! Zastanów się czy to może być potencjalnie twoja pasja.

Po drugie, idź w to.

A po trzecie, to nie napalaj się. Cierpliwości, cierpliwości i jeszcze raz cierpliwości.

Pamiętaj zresztą, że – jak mawiał Schopenhauer – wszystko, co piękne, dojrzewa powoli. Moja dojrzałość menedżerska zajęła mi ostatnie 10, a może nawet 11 lat.

Dziękuję ci, jeśli dotrwałeś do tego momentu. Serdecznie zachęcam, żeby śledzić mnie w mediach społecznościowych, subskrybować newsletter na moim blogu bycjakmanager.pl, gdzie wysyłam tylko i wyłącznie informacje o nowych artykułach oraz podcastach. Zachęcam cię do także zostawienia komentarza, jeżeli o czymś nie wspomniałem.

Wszystkie komentarze i uwagi będę skrzętnie chomikował. Postaram się odnosić do nich przyszłych podcastach.

I to chyba tak naprawdę tyle. Będę stokrotnie wdzięczny, jeżeli podzieli się ze mną swoją opinią jak było 🙂

To był pierwszy epizod mojego podcastu. Liczę na wyrozumiałość, ale też konstruktywne i bezlitosne komentarze ze szczerymi opiniami 😉 Wszystkiego dobrego! Dbaj o siebie i innych. Do usłyszenia i zobaczenia.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze